16 lutego 2013

czytam swoje własne stare posty i śmieje się z mojej głupoty.
swoją drogą znalazłam wieczorne zdjęcie z dnia psychicznie chorych.



żryj cukierki z wódką z worka w kształcie dupy
 pij herbatę z cytryną i czytaj "listy do domu" Lady Łazarz
pochlipuj pod nosem, irytuj się, że nie możesz czytać, bo łzy zamazują ci obraz

to był piękny wieczór, oby więcej takich.


_________________


a dziś?
dziś przespałam, przeleżałam, przesiedziałam
przejadłam też.
piję dużo herbaty, chyba boje się śmierci
przytyłam całe pół kilo i jest mi bardzo żal.
mimo to hardo jem dziś wszystko na co mam ochotę, ot taki kaprys.
nie zrobiłam nic co miałam w planach, ale kiedy rano wstanę nie będzie już wymówek.
o 11 do stajni, o 13 do domu, potem na lodowisko.
co najmniej 5 warzywnych posiłków dziennie żeby odratować mój metabolizm.
no i powrót wegańskiej diety, bo kiedy wypiłam 2 szklanki mleka przedwczoraj od razu przetłuściła mi się cera, do tego dzisiaj zrobił mi się pryszcz. nie zniosę ani jednego więcej. ach, ileż to krzywdy potrafi zdziałać białko odzwierzęce.
swoją drogą przyglądam się właśnie swoim bliznom i stwierdziłam, że przydałoby się zrobić im zdjęcie.
w końcu za jakiś czas nie będzie ich tyle samo. będą się zmieniać, zanikać, przybywać nowe będą.
trzeba to jakoś uwiecznić.
ostatnio marzy mi się aparat. tyle rzeczy chciałabym na stałe zatrzymać, a nie mam jak.
zastanawiałam się nawet czy nie sprzedać mojego najukochańszego nintendo żeby kupić jakąś zwykłą lustrzankę z portretowym obiektywem.
strasznie ciężka decyzja, 
zbyt dużo ciężkich decyzji.

15 lutego 2013

jest druga w nocy, a ja tak bardzo na trzeźwo - czyli jak zawsze - piszę notkę.
w sumie bawi mnie to, że dzisiaj tak wcześnie tu zawitałam, bo zwykle przypominam sobie o blogu dopiero nad ranem.
co za paskudny dzień dzisiaj był; tyle jedzenia, tyle bólu, tyle obojętności. tyle przegrać.
chciałam dziś wziąć się za pisanie opowiadania i jak zawsze skończyło się na "chceniu". muszę wreszcie zebrać się i skończyć pisać ten rozdział. w końcu już dziś piątek, ostatni dzień, nie powinnam przeciągać. z resztą i tak miałam bardzo dużo czasu.
dziś już piątek. kolejny tydzień minął, a ja nawet nie zauważyłam kiedy na dobre się zaczął. ludzie mają ferie, ja mam wolne zawsze, więc nie robi mi to różnicy.
powinnam wreszcie zacząć czytać książki, zamiast siedzieć na tumblrach, albo oglądać kolejne bzdurne anime. powinnam wziąć się za siebie. nie jeść tyle i zacząć ćwiczyć. powinnam nagrać vloga. powinnam częściej chodzić na łyżwy. powinnam więcej uczyć się japońskiego. powinnam uczyć się alfabetu koreańskiego. powinnam się codziennie malować i dbać bardziej o włosy. powinnam przestać obgryzać paznokcie. powinnam z powrotem nauczyć się żyć.
to nie może tak być, że dzień za dniem upływa nie wnosząc żadnych zmian. czas przecież i tak leci, powinnam w międzyczasie coś robić ze swoim życiem. 
mimo, że nic nie ma sensu i nie chce się wstawać, ani rano ani o 15. mimo, że nie ma już szans by wrócić to co straciłam. mimo wszystko powinnam jakoś próbować się podnieść. 
mimo wszystko.
ostatnio coraz ciężej się wypowiada to zdanie.
chociaż moja osoba złożona jest właśnie z tego "mimo wszystko".
kiedy jest dobrze, to mimo wszystko i tak czuje się źle. kiedy jest źle, to mimo wszystko staram się jeszcze choć trochę wierzyć, że może być lepiej. i chociaż mimo wszystko nie chce się poddawać to doskonale wiem, że mimo wszystko przegram tą nierówną i ustawioną odgórnie walkę zwaną życiem.
sens się kończy wraz z nocą, a słowa nie kończą się z sensem.
ostatnio bywają zaskakująco puste. i lekkie. rzucone na wiatr daleko ulatują, by zniknąć za horyzontem. szybują w podświadomości do

archiwum wiecznej ciszy

14 lutego 2013

zaraz zrobię coś o czym marzyło mi się już od jakiegoś czasu
najpiękniejsza rzecz
walentynkowe jedzenie do zarzygania!


swoją drogą oto walentynka ode mnie dla wszystkich samotnych osób
cieszcie się, że nie musicie wydawać pieniędzy na jakieś bzdurne czekoladki
no i, że możecie jeść ile tylko chcecie, bo i tak nikogo nie obchodzi to czy macie grubą dupe
powodzenia w życiu
róbcie to co przyjemne, ulegajcie pokusom, cieszcie się, bądźcie wdzięczni
a ja idę realizować swoje magiczne walentynkowe plany
całe szczęście, że dom jest pusty
taki piękny napad.
boje się o nas, tarot czasem słusznie potrafi przerazić człowieka...







niedbale ubrany wędrowiec wyrusza w swą wędrówkę z plecakiem, jako zapasem na życie,
nie wiedząc nawet, że ma w nim perłę.

13 lutego 2013




tak troszkę się sypie i nie umiem już planować, nie umiem też pisać.
boje się siebie, boje się jutra.
boje się, że jest godzina czwarta nad ranem, a sen już od godziny puka do drzwi.
boje się, że zacznę spać nocami, a dni znów będą zbyt puste i długie.
boje się, mojego strachu.
kule się w sobie i troszkę zamykam.
na szept, na łzy, na żal ; na siebie samą.
bo w końcu z tego jestem, cała ja
utkana z goryczy, nadgryziona przez smutek, przeżuta przez czas.
stoję i z tego miejsca macham wam zmarzniętą dłonią
patrzę w waszą stronę mętnym wzrokiem wariata i widzę trochę więcej niż powinnam
patrzę w wasze oczy o zmęczonym kolorze i tonę w melancholii
niknę w wypaleniu, roztargnieniu i zrezygnowaniu
bije się z myślami chcąc odwrócić wzrok
nie chcę patrzeć na zło
opuszczam dłoń i przygryzam siniejące wargi
to nie jest tak, że ja się poddałam
to nie tak, że bałam się bólu
nie bałam się cierpienia
nie bałam się goryczy
nie bałam się
was


nie chciałam patrzeć w wasze oczy, ponieważ w nich mogłam ujrzeć odbicie moich własnych


a wtedy nie byłoby już odwrotu
i nie byłoby co zbierać z chodnika
kiedy posypałabym się na dobre
z dachu wieżowca.

12 lutego 2013

i znów bazgrole po nocy zamiast spać
tym razem kochana słodziaszna Ciri.
co prawda jeszcze nie skończyłam no, ale myślę, że na dziś wystarczy.
swoją drogą "talentów poskąpił pan, lalalalala", a przynajmniej tych manualnych.
rysować się chyba nigdy nie nauczę, zawsze będę gryzmolić jak czterolatek.
ale i tak nie narzekam, bo pierwszy raz w życiu widać, że postać przedstawiona na obrazku ma jasne włosy. XD





już szósta rano
może sen przyjdzie
...
może mnie
odwiedzisz?

11 lutego 2013




Wild horses couldn't drag me away 
Wild, wild horses, we'll ride them some day 













siedzę i gryzdam już chyba 10 kartkę jakichś bzdurnych oczu
wzruszam się na nic nie znaczących filmikach i raz po raz popadam w melancholijny nastrój myśląc o wakacjach
słucham piosenek Stonesów, mam głupie wrażenie tęsknoty za czymś czego nie dane mi było zaznać.
i nie mam pojęcia co się ze mną dzieje, ale zdecydowanie nie wychodzi mi to na dobre.
mając tyle czas powinnam zacząć już wreszcie pisać nowy rozdział opowiadania zamiast tracić czas na takie głupoty.
mogłabym też się chociaż raz wyspać,
ale nie, ja wolę marnować czas
całe moje pieprzone życie.
swoją drogą zjadłam dziś tyle, że nie mam nawet odwagi zajrzeć na tumblra
oj sara, jesteś taka żałosna.

10 lutego 2013


to uczucie kiedy uświadamiasz sobie, że przez całe swoje krótkie, niespełna szesnastoletnie życie wyglądasz jak elf


zezowaty, za gruby i z krzywym nosem

ale zawsze elf


niby bzdurne "cotam", a jak potrafi człowieka ucieszyć. śle średniki z gwiazdką. chcę już wiosny. tęsknie
za wolnością, za Tobą, za nami. za czymś czego nie miałam i nie będę miała, bo Ty nigdy nie będziesz należał do mnie; nie będziesz nigdy czyimś.
 jesteś jak wilgotne letnie powietrze; jednocześnie nie należąc do nikogo
   dostępne do użytku dla całego świata.


swoją drogą, wiesz, że wszyscy, 
których kiedykolwiek uwielbiałam
urodzeni byli w kwietniu?

i już chyba wiem, z którego miesiąca jesteś Ty.

8 lutego 2013





mieliśmy błękitne oczy 
i nikt nas nie kochał
oprócz samych nas, kurwa
nikt nas nie kochał


boje się, 
tracę grunt pod stopami
siebie też powoli
tracę.










przepraszam za to, że się użalam nad sobą, zwykle starałam się tego nie robić
nie zwykłam też cieszyć się bez żadnego powodu
ostatnio dzieje się wszystko co zwykło się nie dziać
i jest mi ciągle teraz
jakoś
niezwykło

ale kiedy już się posypie, to będzie bardzo ciężko
dużo ciężej niż 
zwykło
mi być

7 lutego 2013

czy godzenie się na wspólną podróż autostopem po godzinie internetowej znajomości jest wystarczająco szalone bym mogła nazywać się wariatką? myślę, że zdecydowanie tak. jednak intuicja podpowiada mi, że warto się poddać i płynąć z prądem. pierwszy raz od niepamiętnych czasów odnoszę wrażenie, że życie coś dla mnie szykuje. nie wiem czy będzie to dobre, chociaż zwroty akcji zawsze są dobre. dużo lepsze niż ciągłe stanie w miejscu.
w mojej głowie kotłuje się wiele sprzecznych uczuć, głupich uczuć. mam dziwne wrażenie, że spotkałam osobę z którą mogę porozmawiać o wszystkim, która sprawia, że chce mi się śmiać jak najbardziej szurniętej wariatce. to nie jest normalne, boje się. cholernie się boję. ale to ryzyko sprawia, że to wszystko staje się coraz bardziej ciekawsze.




S: cholera, nie wiem co mnie podkusiło żeby dać ci numer gg,
 ale stwierdzam, że to była zdecydowanie dobra decyzja! :3
F: kolejna nieprzemyslania decyzja
tym razem moze nie bedzie zlych konsekwencjii
to chyba ze jakis krokodyl ciebie zje w podrozy
S: nie dam się tak łatwo pożreć, lol
masz racje, to była kolejna z pokus, której nie mogłam nie ulec
F: hahah, pewnie okiełznasz takiego krokodyla
i bedzie robic za motorowke dla nas ;< w trudnych warunkach
S: ahhaha no jasne, że tak! XD
ej, serio mam chęć się z tobą wybrać gdzieś w podróż
tokiedyjedziemy?
F: haha serio niezła jesteś
niezwykła jednagodzinna znajomosc
i już hen daleko w świat!
i jak tak naprawdę jestem krokodylem? i szukam ofiar.
i nie dam się Tobie wykiwać.
S: spokojnie, nawet jeśli stanę się ofiarą, to może będzie warto?
F: po prostu wezme Cie na zagryche. zaraz obok żab i boćków
S: czemu by tego nie sprawdzić, lol
F: oj nie pożyjesz długo na dalekiej wyprawie xD
 zanim zdąże powiedzieć  - ej Sara tylko nie wkładaj tam r............
i ciach, ręki nie ma.


głupia idiotko, nie zachowuj się jak zauroczone dziecko.
wariatek nikt nie pokocha, 
czas się z tym pogodzić.

6 lutego 2013

Ponoć nieświadomie upodabniamy się do osób, które kochamy.


Oppa~ 

znalazłam między nami podobieństwo

Saranghaeyo oppa~! :3

Sara, go to bed, 
you're drunk.

5 lutego 2013


 -Jak tu tłoczno.
Ktoś prowadzi go za rękę przez sale pełną ludzi. W oddali gra przyjemna muzyka, czyżbyśmy zmierzali na parkiet?
Muzyka się kończy, zaczyna się wolny kawałek. Przytulaniec, ale kogo ja mam przytulić? Szukam wokół siebie tych rąk, które prowadziły mnie przez tłum. Nie znajduje ich. Wpadam w panikę, dlaczego postanowiłeś zostawić mnie w tak paskudnym miejscu? Nie wrócę sam. Zgubie się tu, zginę bez ciebie. Po twarzy płyną mi łzy. Stoję samotnie na parkiecie, dokoła mnie dym. Chcę stąd zniknąć, ale.. Ale chyba coś słyszę. Tak, daleko ode mnie ktoś śmieje się lekko. Damsko. Perliście. Wszystko zaczyna wirować i chyba upadam na twarz. A nie, to jednak tylko kolana. Nie zdążyłem upaść. Coś mnie trzyma, a raczej ktoś delikatnie obejmuje w pasie. Kładę swoje ręce na czyjeś. A raczej nie czyjeś tylko twoje. Studiuje ich fakturę, każde wgłębienie każdą bliznę. Więc jednak postanowiłeś do mnie wrócić? Czy może przyszedłeś tylko popatrzeć jak upadam? Przyciągasz mnie do siebie, a ja ciągle stoję tyłem. Czuję twój oddech na karku. Ryzykuje. Obracam się w objęciach, by choć przez chwilę spojrzeć w twoją twarz. Jestem zaledwie kilka centymetrów od twoich oczu. Jeszcze bliżej twoich ust. Masz włosy do ramion i głodne oczy. W swoim charakterystycznym odruchu podniecająco oblizujesz usta. Masz tak długi język i tak idealnie skrojone usta. Pamiętam je. Znam je. Całowałem je. Były tylko moje. 
Masz taką delikatna twarz jak na.. mężczyzne
Śmiejesz mi się w twarz. Pragne cię. Osuwam się na kolana, rób co chcesz. Jestem twój.
Twoje ręce nie pozwalają mi upaść. Jedna z nich wodzi wzdłuż kręgosłupa. Chce cię. Weź mnie. Teraz. Tu.
Zjeżdżasz dłońmi na moje pośladki. Zadziornie ściskasz je. Rób mi tak jeszcze. Więcej. Proszę.
Przygryzam wargę żeby nie krzyknąć kiedy jedna z twoich rąk ląduje pod moją koszulką delikatnie drażniąc sutki. 
Znów śmiejesz mi się w twarz, a ja ulegam. Chcę poczuć twój język na moich wargach. Chodź tu. Chodź bliżej.
Nachylasz się nade mną i spełniasz moją prośbę. Czuje twoje usta na moich i ten niesamowicie długi język wślizgujący się coraz głębiej i głębiej. Badasz podniebienie, nasze języki krzyżują się w zmysłowym tańcu.
I nagle przerywasz to wszystko, odsuwasz się ode mnie.
A ja upadam, raz a porządnie uderzam głową o ziemie. Tłukę czaszkę, tłukę serce. 
Hyungnim, proszę wróć. Nie zostawiaj mnie samego w takim stanie. Hyung~!
Zapadam się w ciemność szepcząc twoje imię.
pisz niepotrzebne nikomu opowiadania. miej żal, że nikt nie chce ich czytać.cała ja.



a kiedy się chimery zlatują mój drogi
wtedy człowiek powoli na serce umiera

3 lutego 2013

czasem mam marzenia,
chciałbym tak po prostu zasnąć jak ty


i znowu 6 rano, 
czy jest sens się jeszcze kłaść? leżeć i kłamać sobie prosto w twarz, prosto w serce, że jeszcze potrafię zasnąć. że jeszcze tego chcę, że jeszcze mam nadzieję. pomęczyć się trochę, potorturować myślami. zmienić ułożenie po raz setny i jeszcze bardziej pognieść, już i tak mocno sfatygowaną, kołdrę. co jakiś czas zacisnąć pięści, do krwi przygryzać wargi. i czekać na sen, który mało subtelnie droczy się ze mną, co noc chowając się. i jak co noc, będzie śmiał się w głos szczelnie zamknięty w swojej kryjówce na tyle blisko bym mogła go usłyszeć i na tyle daleko abym nie mogła go dosięgnąć. myślę, że to jest właśnie moja kara. potępione dusze nie zaznają ukojenia.
6:16
nie chcę już zasypiać, jest tyle słów, które chciałabym z siebie wyrzucić, chciałabym móc wreszcie ubrać to w słowa. tak bardzo tęsknie za czasem, gdy nie brakowało epitetów, hiperboli, paraboli, przenośni, apostrof, synonimów czy związków frazeologicznych. za czasem, w którym zdania same się układały, a myśli nie uciekały przed spisaniem. ten odległy czas, kiedy mogłam puścić wodze fantazji i dać jej swobodnie lawirować pomiędzy wątkami. te czasy kiedy moje myśli stanowiły nierozerwalną jedność z dłońmi. 
nie potrafię już pisać o radości, pocałunkach czy rozstaniach. jedyne co potrafię to z wielkim wysiłkiem przelewać smutek w każde zdanie. 
każde słowo przesiąknięte jest żalem. każda sylaba obfituje w rozpacz. każda litera, każdy znak interpunkcyjny są pełne goryczy.
6:29
cała ja, żałosna i gorzka do granic niemożliwości. 
w każdą tkankę wszczepioną fabrycznie mam rozpacz, każdą komórkę ciała skażoną przez smutek.
do tego w komplecie serce; nadgryzione przez bezlitosny ząb czasu, co wieczór nucące psychodeliczne rymowanki, by ukoić skruszały od wewnątrz worek kości.


6:40

dnieje za oknem, jaśnieje 
szkoda, że tylko tam

6:43

1 lutego 2013





Bo jeśli nawet nie znasz mnie ja znam cię od zawsze
Jeśli myślisz, że nie widzę cię, a na ciebie patrzę
Jeśli znikniesz i wrócisz wiesz, że znajdziesz tu mnie
Dotkniesz mnie a ja zamknę oczy i znowu umrę
Jeśli cały świat na raz będzie chciał mnie powstrzymać
Będę i tak tam gdzie twój zapach będzie się zaczynać
Będę tam choćby była to najdłuższa droga
Bo masz we mnie więcej niż przyjaciela i wroga



ponownie proszę o trochę więcej wiary, że marzenia się spełniają
bo wszystko znowu traci sens i siebie zatracam
zbyt krótko było szczęśliwie, zbyt krótko było normalnie.



31 stycznia 2013


i nie przeszkadza mi mój dinozaurowy uśmiech, ani za duży nos. nie przeszkadza mi też łysy przedziałek czy szpara między przednimi zębami. nie przeszkadza mi cera, chociaż na nią czasem zdarzy mi się narzekać.
i będąc ze sobą szczera, mogę otwarcie przyznać, że tak już mogłoby zostać. chciałabym by z każdym dniem było tak dobrze, jakoś ciepło na sercu. zima powoli zabiera się z naszych ziem, codziennie jest coraz mniej śniegu i coraz więcej słońca. mam nadzieję, że ciepło, które niesie nam wiosna, roztopi we mnie do końca wszystkie żale i zwątpienia pozostałe po zimie. mam nadzieję, że wraz z promieniami słońca przyjdzie więcej chęci do działania. że wszystko nadal będzie toczyło się po mojej myśli. a jeśli nawet miałoby się popsuć, to będę błagać wszystkich znanych mi bogów o to, by okres szczęścia nie skończył się,tak szybko i niespodziewanie, jak się zaczął.
i jakoż, że dopiero poczułam, że małymi kroczkami przechodzimy nowy rok,to chciałabym sobie życzyć więcej nadziei. nadziei na spełnienie marzeń, na lepsze jutro, na lepszy czas. i trochę samozaparcia bym dalej mogła realizować swoje plany dotyczące chudnięcia; żeby moje obsesyjne myślenie o nie jedzeniu wreszcie się na coś przydało.
życzę sobie też uśmiechu szczerego jak na tych zdjęciach, trochę częściej niż raz do roku. byłoby miło.
i żeby nie było żadnych poważnych problemów, żebym nie musiała płakać i żeby wszyscy moi znajomi byli szczęśliwi. żebym nigdy więcej nie trafiła do szpitala. żadnego. żebym mogła schudnąć i wreszcie cieszyć się życiem. żeby się spełnić fizycznie i psychicznie. i żeby do końca pozostać sobą, wolnym od innych. żeby zwyczajnie pozostać człowiekiem.
tego sobie życzę na tą wiosnę i ten rok. niech będzie przyjemnie, niech będzie szczęśliwie.
niech wreszcie będzie po co żyć.i dla kogo.
28 stycznia 2013
 czwarta nad ranem

cześć M, jak tam się trzymasz? mam nadzieję, że nie najgorzej.
jest parę słów, które chciałabym ci powiedzieć. długo zastanawiałam się nad tym jak to zrobić. słowa te grzęzną w gardle, są zbyt patetyczne by wypowiedzieć je na głos. dlatego też wybrałam formę listu. pośmiej się trochę z mojej gramatyki pani humanistko. do rzeczy:
chciałabym powiedzieć ci, że jesteś mi bliska. wiem, że nie wierzysz, wiem, że tego nie odczuwasz. ale jesteś dla mnie cholernie ważna. zawsze jesteś pierwszą osobą z którą chciałabym się dzielić nieszczęściem, oraz szczęściem jeśli czasem takowe mnie spotka. nigdy nie byłaś i nie będziesz tylko drugą opcją. zapamiętaj to.
obchodzisz mnie i martwię się bardzo o ciebie. chciałabym ci pomóc. szczerze powiedziawszy już od kilku nocy się głowię jak to zrobić. każdego wieczora kładąc się spać zastanawiam się jak się czujesz, czy nie przybyło ci przypadkiem tych cięć na nadgarstku, biodrze czy gdziekolwiek indziej. wiele bym dała byś nie musiała tego robić. jeszcze więcej bym dała za twoje szczęście. i chciałabym cię codziennie widzieć, i pocieszać, albo kopać po tyłku od czasu do czasu jeśli tylko tego było by ci trzeba. i to nie tak, że dopiero teraz zaczęłam się martwić. przejmowałam się zawsze, teraz jednak mam chyba większe powody do niepokoju, nie sądzisz?
chciałabym móc pomagać ci, zawsze jeśli tylko będziesz tego chciała. wystarczy, że pozwolisz.
i może wyda ci się to śmieszne, ale zależy mi na tobie, więc nie zapadaj się w sobie, nie odchodź i nigdzie mi nie uciekaj. o tyle chyba mogę prosić, o tyle jeszcze wypada? 
wiem, że to tylko ja. wiem, że to mało. wiem, że wolałabyś by to był ktoś inny, ale dopóki ktoś taki się nie znajdzie pozwól mi być zastępstwem. jeśli tylko będziesz potrzebowala kogoś to pamiętaj, że ja zawsze jestem. dla ciebie. 
i nie zapominaj proszę, że cię kocham. tak bardzo, że nie wyobrażam sobie nawet jak mogłabym żyć gdybym ciebie nie poznała. byłoby pusto, nie byłabym sobą. śmiej się, ale znajomość z tobą wiele we mnie zmieniła. diametralnej zmianie uległ mój światopogląd. wiesz, że tylko tobie potrafiłabym powiedzieć wszystko? wiem, że mogłabym, gdybyś tylko zechciała. to dla mnie wiele znaczy. odnoszę wrażenie, że mamy w sobie coś pokrewnego i dlatego jeszcze bardziej się o ciebie boję.
jeszcze jedno, chciałabym ci powiedzieć jak wyglądasz w moich oczach.
jak dla mnie jesteś inteligentną i piękną dziewczyną, o fantastycznych włosach, i oczach, które są tak niesamowicie smutne, że mnie zabijają. za każdym razem kiedy się widzimy twoje oczy są coraz bardziej szkliste i niespokojne. nie chcę żeby tak było, chciałabym móc cię przed tym ochronić w jakiś sposób.
na tą chwilę nie wiem jak, ale mam nadzieję, że jeszcze kilka nieprzespanych nocy i znajdę jakieś rozwiązanie.
mam także nadzieję, że ten grafomański list otworzy ci oczy na parę spraw, może coś przemyślisz, może coś się zmieni.
a może nie zmieni się nic. mam nadzieję tylko, że nie będziesz miała do mnie żalu o przemyślenia, które tutaj zawarłam.
zawsze byłaś, jesteś i będziesz dla mnie ważna, nie zapominaj o tym. jeśli już nie będzie nikogo, jeśli będziesz potrzebowała pomocy, chcę żebyś pamiętała, że znajdziesz we mnie oparcie. kiedykolwiek. zawsze.

dziękuję i przepraszam.
dziękuję za to, że jesteś. przepraszam za to, że cię zniszczyłam, chyba nigdy sobie tego nie wybaczę.

trzymaj się ciepło
S

21 stycznia 2013


i znów umieramy, a mieliśmy już nie. 
mieliśmy nie myśleć już więcej o śmierci, ani o ostrzach, ani o oknach, ani o torach kolejowych. o żadnych linach, ni listach; tabletkach na łzy. miało już być dobrze, miało nie wiać w oczy nam. ale my znowu to robimy. znów sypiemy się i nie możemy się poskładać na nowo. mieliśmy już plan, powinniśmy go mieć. 
a my znów umieramy,
bolejemy na nowo, na nowo otwieramy stare rany. zacierają nam się granice między snem, a rzeczywistością. to znowu się dzieje; uciekają myśli, rozbiegają się na boki spłoszone, jak dzikie konie, gdy tylko próbujemy je kiełznać. 
znów myślimy tylko o tym cholernym żelastwie bratającym się z nasza skórą, mieszającym się z krwią.
znowu chcemy uciec, jak najdalej od wszystkich. jak najdalej od siebie. najlepiej zniknąć.
to dzieje się znowu, choć miało nie wracać. pęka nam głowa, bo serce nie może; dawno już popękane tylko cicho przytakuje. wszyscy wiedzieliśmy, że tak będzie. wszyscy wiedzieliśmy, ze stanie się to znowu. że nie łatwo jest pozbyć się tego. że nie da się. że nie na zawsze. 
a i tak łudziliśmy się, wszyscy, że będzie dobrze, że każdego ranka przestanie nas budzić myśl o śmierci. że przestanie ona koić. że przestanie być schronieniem.
kłamaliśmy sami sobie, że duszę da się wyleczyć. od tak po prostu. odesłać ciemność i ból daleko stąd. że to niby zadziała. że pustka zniknie. że nie będzie już bólu. że nie będzie łez. że będziemy mogli tak po prostu wstać i wyjść z otchłani przeszłości.
i choć nikt nie śmiał powiedzieć tego na głos to wszyscy wiedzieliśmy od początku, że jesteśmy wygnici od środka. że nie da się tego naprawić. że można to ukryć za uśmiechem, że można to zatuszować terapią, psychiatrą, lekami. że chociaż uda nam się naprawić szklaną skorupę serca to, przez pusty środek, dalej będzie ona krucha i podatna na każde uderzenie, każdy cios i atak. 
kłamaliśmy tak pięknie, chcieliśmy wierzyć w te kłamstwa. nie chcieliśmy więcej patrzeć na zło.
ale to zło jest w nas. ciemność pochłonęła nasze dusze i ciemnością staliśmy się sami. nie chcemy tego wiedzieć, nie chcemy się bać, nie chcemy cierpieć. nie chcemy. nie.
my, dzieci o pustych sercach ze szkła, zasypiamy z nadzieją.


nadzieją, że nie nadejdzie jutro.

7 stycznia 2013

Od jakiegoś czasu ciąży na mnie dziwne uczucie. Dosłownie - ciąży mi na sercu. Przytłacza i nie pozwala iść dalej. Poczucie pustki i tęsknoty. Tęsknoty za czymś, czego nie dane mi było poznać.
Czy to możliwe by przez cały czas towarzyszyło mi uczucie skrajnego niedopasowania, błędu natury, która umieściła mnie w tych czasach i tym miejscu? 
      Brakuje mi czegoś, czego nigdy nie zaznałam. Nie powinno mnie tu być.
Może to jakiś głupi żart. Wyciągnięto mnie z dawnych czasów i skazano na mękę we współczesności. Może to kara za wcześniejsze grzechy?
Powinnam żyć w czasach nieznanego. Fakt, że wszystko już odkryte i wiadome przytłacza. Codziennie śnie o życiu w średniowieczu, przemierzaniu rozległych równin za towarzysza mając jedynie konia. Bez stresu i bez pośpiechu. W zgodzie z naturą, i co najważniejsze, w samotności.
Mieć czas, by mierzyć się z myślami. Wyobrażać sobie to, co nieodkryte. Zasypiać przy ognisku. Cierpieć chłód i głód jeśli będzie trzeba. Być skazaną tylko na siebie. Mieć o co walczyć.
Bez zgiełku miast, samochodów czy wyścigu szczurów.
Delektować się ciszą. Umrzeć młodo ze świadomością, że sama decydowałam o swoim losie. Niczego nie żałować.
Tak bardzo mi tęskno. Każda myśl o tym wprawia mnie w podły nastrój, a ostatnio zwykłam myśleć o tym przez cały czas. To właśnie ta nostalgia najbardziej mnie unieszczęśliwia, jednak najgorsze z tego wszystkiego jest to, że nic nie mogę na to poradzić.
Mogę robić wszystko by oddalić się od miast. Mogę robić wszystko by oddalić się od ludzi, ale to nigdy nie sprawi, że wrócą stare czasy. To nigdy nie sprawi, że miasta znikną.
Wszystko będzie trwało dalej bezustannie przytłaczając mnie swoim ciężarem, swoją rozległością i tym, że gdziekolwiek bym się nie wyprowadziła i jakkolwiek daleko bym nie uciekła to i tak to wszystko pozostanie i będzie na mnie czekać.
Ciężko wyrazić słowami to co czuję, ale przynajmniej próbowałam.
Może chociaż trochę mi to pomoże otrząsnąć się z melancholii, w którą nieustannie popadam.
Próbuję się nie poddawać, przetłumaczyć sobie jakoś, że to niedopasowanie jest kwestią mojego umysłu. Ale niestety to nic nie zmienia.
Chciałabym zawalczyć, ale nie widzę sensu. Chciałabym sobie pomóc, ale nie potrafię. Chciałabym uleczyć się  z tej bezpodstawnej tęsknoty, ale nie wiem jak. Cokolwiek by się nie działo, zawsze znajdzie się jakieś "ale".
Wszystko przestaje być ważne. Cokolwiek bym nie zrobiła i tak z czasem traci sens.
Chciałabym skupić się na tym co jest teraz. Nie tęsknić za przeszłością, ani nie chować się w przyszłości.
Tak wiele bym chciała, a tak mało potrafię osiągnąć. Chciałabym żyć w moim śnie już zawsze. 
Nie martwić się o jutro.