trochę marcepanowo słodkich dni
30 sierpnia 2013
14 sierpnia 2013
![]() |
| Moje konisko zaprzyjaźnia się z osłem, ależ mam uciechę. |
To jeden z tych dobrych poranków, kiedy pobudka przez smsa wcale nie jest irytująca.
Zdjęcia grubego od rana - jak złoto.
Od dwóch dni cholerny deszcz uniemożliwia mi dotarcie na treningi.
Z tego co wiem dziś także ma padać, a to oznacza, że zostaną nam jakieś dwa dni na trening.
Póki co musimy sobie radzić sami.
Gdyby nie to błoto to byśmy sobie ładnie ogarniali.
W terenie dogadujemy się wspaniale, na padoku nadal są problemy.
Będziemy walczyć, ale do tego potrzebujemy suchego podłoża.
Czasami ciągle do mnie nie dociera, że mam Ciapka na stałe, czasami zdarza mi się spieszyć i myśleć "kurcze, nadal nie umiemy galopować na wolcie", a później sobie przypominam, że na nauke mamy całe lata.
Wtedy ogarnia mnie dziwna błogość, poczucie bezpieczeństwa i jakiejś przynależności.
Świadomość, że mam go tylko dla siebie, że z nikim nie będę musiała się nim dzielić; że ktoś jest tylko dla mnie.
Jeszcze wiele musimy się razem nauczyć, mamy tak dużo czasu, nie powinniśmy odczuwać żadnego pośpiechu.
Ciężko się przyzwyczaić do tego, że tak naprawdę mogłabym jeździć całymi dniami.
Jeszcze ciężej zmotywować się do pracy, kiedy wspólna jazda po prostu cieszy; kiedy chcielibyśmy szaleńczo galopować przed siebie i nie zatrzymywać się nigdy.
Jak tu myśleć o zwalnianiu, o pracy na kole, o ustępowaniu od łydki.
Jak tu myśleć o padoku, kiedy wokół nas tyle pięknych, nie odkrytych terenów.
Muszę się, cholera, zmobilizować do pracy, w końcu tyle nauki jeszcze przed nami.
Jeśli uda się dziś skorzystać z hali to zaczniemy pracę na lonży w trzech chodach.
I pierwszą z siedmiu zabaw Parelliego.
Boże, niech mnie ktoś kopnie w tyłek, bo znając życie znowu wsiąde na Bolka i pojedziemy przed siebie.
11 sierpnia 2013
nie ma jak to wzruszać się z rana z powodu wygranej ulubionej zawodniczki.
trzy czyste przejazdy, mistrzostwo.
rycze jak dzieciak widząc jej szczęście.
swoją drogą sama jestem bardzo szczęśliwa.
wczoraj podpisaliśmy umowy, dostałam paszport Bolka i inne papiery.
zaraz jadę do stajni żeby to obwieścić, bo od jutra już ma stać u nas.
ciężka rozmowa mnie czeka, mój żołądek zaplątał się w marynarski supeł.
mój drugi koń, boże, gadam o tym 24 godziny na dobę i wszyscy mają mnie już serdecznie dość.
matka wyjechała, nie mam kogo męczyć, mówiąc, że mam najwspanialszego konia na świecie.
od poniedziałku zaczynam treningi z Damianem, ciekawe czy starczy mi sił żeby przeżyć 7 dni intensywnej jazdy.
przeraża mnie trochę to, że będę musiała codziennie przyjeżdżać wierzchem do malborka i wracać.
na koniu po mieście. party hard.
całe szczęście, że Ciapciak urodził się z deficytem strachu i nic nie jest w stajnie zakłócić jego spokoju.
już jestem spóźniona. jak zawsze.
niech mi ktoś da z 10 tysięcy na dobry sprzęt, bo ja tu bieduje.
koniecznie muszę zamówić mieszanke suplementów z miedzią i magnezem, żeby Boleruś odzyskał czarny kolor.
cudny koń.
9 sierpnia 2013
Come back and tell me why,
I’m feeling like I’ve missed you all this time
the beautiful kind
making up for lost time
taking flight, making me feel like
I just want to know you better, know you better, know you better now
cause all I know is we said hello
and your eyes looking like coming home
all I know it’s a simple name
everything has changed
8 sierpnia 2013
Carve your name into my arm.
Instead of stressed, I lie here charmed.
Cuz there's nothing else to do,
Every me and every you.
Like the naked leads the blind.
I know I'm selfish, I'm unkind.
Sucker love I always find,
Someone to bruise and leaves behind.
All alone in space and time.
There's nothing here but what here's mine.
Something borrowed, something blue.
Every me and every you.
5 sierpnia 2013
2 sierpnia 2013
25 lipca 2013
20 lipca 2013
14 lipca 2013
13 lipca 2013
11 lipca 2013
początek wakacji, a pieprzony koń ważący ponad pół tony i mierzący około 180 przebiegł mi po stopie, ponieważ jest ślepy i jej nie zauważył.
fenomenalnie pokruszone kości w palcu od nogi i półgodzinna wojna z chirurgiem o to, że zakładanie szyny wcale nie jest konieczne, który uznał, iż argument o treści "nie dam rady jeździć na koniu w szynie, muszę jeździć" nie jest wystarczający.
po moich licznych lamentach ostatecznie uległ, ale powiedział, że jak się krzywo zrośnie to on nie bierze za to odpowiedzialności (wpisał w kartę pacjenta bodajże notatkę: 'brak usztywnienia na życzenie chorego, który twierdzi, że utrudniłoby mu ono funkcjonowanie w pracy'. nie wiem czy to legalne, ale tak właśnie zrobił).
oczywiście wczoraj już byłam w stajni i kazali mi jeździć na koniu, bowiem panowie ukończyli ostatnie poprawki w ujeżdżalni i chcieli zrobić zdjęcia reklamowe z koniem wewnątrz budowli.
modelka ze złamanym palcem u nogi, jeżdżąca na cudzym, dziwnym koniu ("łaciaty konik będzie się lepiej prezentował, nie chcemy tego brązowego" cytując panów od hali).
życie jest smutne.
jako, że mam wolne, spałam dziś 16 godzin i wcale nie czuję się wyspana.
pogoda jest do dupy i nawet nie chce mi się pojechać do stajni.
znowu schudły mi łydki (jedynie łydki!) i czapsy są za duże. frustrujące.
do tego kliczko jedzie w cholerę i będę musiała jeździć do stajni sama.
muszę wreszcie zebrać się w sobie, porozmawiać z panią E. na temat dzierżawy Pokusy. tak bardzo boję się tego, że nie przystanie na moje warunki. chce to dobrze rozegrać, tak, żeby uznała to za świetny pomysł.
będzie ciężko, a na wszystko zostało niewiele czasu.
na życie zostało niewiele czasu.
fenomenalnie pokruszone kości w palcu od nogi i półgodzinna wojna z chirurgiem o to, że zakładanie szyny wcale nie jest konieczne, który uznał, iż argument o treści "nie dam rady jeździć na koniu w szynie, muszę jeździć" nie jest wystarczający.
po moich licznych lamentach ostatecznie uległ, ale powiedział, że jak się krzywo zrośnie to on nie bierze za to odpowiedzialności (wpisał w kartę pacjenta bodajże notatkę: 'brak usztywnienia na życzenie chorego, który twierdzi, że utrudniłoby mu ono funkcjonowanie w pracy'. nie wiem czy to legalne, ale tak właśnie zrobił).
oczywiście wczoraj już byłam w stajni i kazali mi jeździć na koniu, bowiem panowie ukończyli ostatnie poprawki w ujeżdżalni i chcieli zrobić zdjęcia reklamowe z koniem wewnątrz budowli.
modelka ze złamanym palcem u nogi, jeżdżąca na cudzym, dziwnym koniu ("łaciaty konik będzie się lepiej prezentował, nie chcemy tego brązowego" cytując panów od hali).
życie jest smutne.
jako, że mam wolne, spałam dziś 16 godzin i wcale nie czuję się wyspana.
pogoda jest do dupy i nawet nie chce mi się pojechać do stajni.
znowu schudły mi łydki (jedynie łydki!) i czapsy są za duże. frustrujące.
do tego kliczko jedzie w cholerę i będę musiała jeździć do stajni sama.
muszę wreszcie zebrać się w sobie, porozmawiać z panią E. na temat dzierżawy Pokusy. tak bardzo boję się tego, że nie przystanie na moje warunki. chce to dobrze rozegrać, tak, żeby uznała to za świetny pomysł.
będzie ciężko, a na wszystko zostało niewiele czasu.
na życie zostało niewiele czasu.
9 lipca 2013
dziwne dni, szalone dni, nieprzespane noce i nieustający ból głowy.
naskakujemy się, jeździmy drążki, idzie nam coraz lepiej.
jestem dumna z nas obu, w czerwcu zrobiłyśmy tak wielki krok (a może raczej skok?) na przód, że nadal ciężko mi w to uwierzyć.
nie-skaczący koń zrobił się całkiem-dobrze-skaczącym koniem.
pompujący-jeździec zrobił się prawie-przykładnie-siedzącym jeźdźcem.
coraz bardziej marzy mi się by wydzierżawić tą cwaną bestię. chociaż na miesiąc.
muszę się wreszcie zebrać na odwagę i złożyć właścicielce Pokusy propozycje.
najwyżej się nie zgodzi, jej strata.
gdyby Pokusa była tylko trochę młodsza to z chęcią bym ją kupiła.
kochany, całkiem ufny konik.
8 lipca 2013
Wszyscy potrzebujemy, żeby ktoś na nas patrzył. Można by nas było podzielić na cztery kategorie, w zależności od tego, pod jakim typem spojrzenia pragniemy żyć.
Pierwsza kategoria marzy o spojrzeniu nieskończonej ilości anonimowych oczu, mówiąc inaczej, o spojrzeniu publiczności.
Drugą kategorię tworzą ci, którym potrzeba do życia wielu spojrzeń znajomych oczu. Są to niezmordowani organizatorzy koktajli, przyjęć i kolacji. Są szczęśliwsi od ludzi pierwszej kategorii, którzy w momencie utraty publiczności mają wrażenie, że w salonie ich życia zgaszono nagle wszystkie światła. Prawie każdego spośród nich kiedyś to spotyka. Ludzie drugiej kategorii natomiast zawsze starają się o jakieś tam spojrzenia.(…)
Potem mamy trzecią kategorię – tych, którym do istnienia potrzebne jest spojrzenie ukochanego człowieka. Ich sytuacja jest równie niebezpieczna jak sytuacja ludzi pierwszej kategorii. Kiedyś przecież oczy ukochanego człowieka zamkną się i w sali zapanuje ciemność.
I wreszcie czwarta kategoria, najrzadziej spotykana: ci, którzy żyją pod wyimaginowanym spojrzeniem nieobecnych. To marzyciele.
6 lipca 2013
mała
Jesteś o wiele lepszym wierszem
Niż każdy który ja
Rzetelnie sklecę
Chcąc Cię uchwycić w tekście
Pewne, nie zawsze będzie pięknie
Ucieknę w którąś noc
Lecz dopóki jestem
Nie broń mi Mała
Wierzyć, że
Cały świat
Nie jest wart
Ciebie
29 czerwca 2013
to był bardzo dobry dzień.
Pokusa przestała kuleć, pierwszy porządniejszy trening od ponad miesiąca.
jeździłyśmy metróweczki, co prawda padok jest stosunkowo mały, ale jakoś dałyśmy radę.
20 czystych przejazdów na 25 prób. 2 wyłamania z mojej winy i 3 zrzutki z naszej wspólnej.
ponad dwie godziny w siodle po tak długiej przerwie.. moje biedne plecki.
jest prawie trzecia w nocy, a ja nadal nie śpię, chociaż marzę o tym, by się położyć od jakichś pięciu godzin.
od poniedziałku zaczynają się półkolonie, a ja ciągle nie mogę się oswoić z myślą, że kilkanaście dzieciaków przyjedzie i będą obijać nasze konie.
będzie ciężko, a o treningach takich jak dziś to będę sobie mogła tylko pomarzyć, aż do następnego weekendu.
idę się użalać nad moim smutnym życiem w łóżeczku.
| gify o trzeciej w nocy. sen jest dla słabych. |
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Archiwum bloga
-
►
2013
(162)
- ► października (5)







